Plaża Weligama, Sri Lanka
Sri Lanka

SRI LANKA – SAM PRZEŻYJ AZJA EXPRESS

dnia
16 listopada 2017
2 tygodnie polskiej zimy by zwiedzić dobrze Sri Lanke? – pewnie, że tak. Zaraz powiem jak.

Długi lot, przesiadka w Dosze i lądowanie przed świtem na lotnisku w Kolombo. Lotnisko jak lotnisko, ale to co jest zadziwiające to szeroka oferta sprzętu AGD w terminalu przylotów. Pralki, lodówki, klimatyzatory, wiatraki i zamrażarki witają przyjezdnych.

lotnisko w Kolombo, Sri Lanka

lotnisko w Kolombo, Sri Lanka

Wszystkie gotowe do zakupu. O co chodzi? Nie jestem pewien ale wydaje się, że obowiązkiem Lankijczyka wracającego z podróży jest przywiezienie stosownego prezentu. Ale żeby lodówkę?….co kraj to obyczaj.

Lądujemy, wychodzimy, rozglądamy się za zamówionym z wyprzedzeniem samochodem, którego kluczyki miał nam wręczyć oddelegowany pracownik. Surprise, surprise, nikt na nas nie czeka. Kilka telefonów, ktoś zaspany podnosi słuchawkę, pomoc lokalesów, próba rozwiązania sytuacji ale auta wciąż nie ma. Wreszcie jest decyzja; dostajemy do dyspozycji taksówkę, która ma nas dowieść do hotelu w stolicy na koszt wypożyczalni. No tak, ale nasz plan był od początku inny, bardziej ambitny. Wiem, ze niedługo i niedaleko rozpocznie się targ rybny. Kierowca, mimo innych wytycznych, rusza w kierunku nadmorskiego miasteczka Negombo. To co widzimy w promieniach wschodzącego słońca warte było nieprzespanej nocy.

 

Targ rybny Negombo

Targ rybny Negombo

 

Ogromne tuńczyki, rekiny, przepołowione płaszczki, stosy szarych krewetek, ryby i rybki z Oceanu Indyjskiego. Prócz nas tylko mała grupka Japończyków. Rwetes, cumujące kutry, zwołujący się rybacy by wspólnie siłować się aby wyjąć co większe okazy na nabrzeże..

 

Poranna dostawa na targ rybny Negombo

Poranna dostawa na targ rybny Negombo

 

Tasaki, noże i siekiery potrzebne do obróbki owoców morza ale też notatniki i kalkulatory są w ruchu. Jesteśmy świadkami aukcji tuńczyków. Już za kilka godzin te wielkie ryby trafią do najlepszych hoteli i restauracji w kraju.

 

świt na targu rybnym w Negombo

świt na targu rybnym w Negombo

 

Negombo warto zwiedzić i najlepszym rozwiązaniem jest zrobienie tego w dniu przylotu lub odlotu.

Krótka drzemka w hotelu do którego wreszcie docieramy, brutalnie przerwana pukaniem do drzwi. Jest nasze auto. Podstawiona Toyota wygląda dobrze, na liczniku nieco ponad 100,000km. Dopiero potem okazuje się, że przy około 70 – 80 km na godzinę automatyczna skrzynia biegów wpada w nieprzyjemne wibracje. Szczęście w nieszczęściu, że taką prędkość na wyspie trudno osiągnąć. 4 lutego przypada lankijskie Święto Niepodległości. Nie wiemy czego się spodziewać i czy warto poświęcać godziny na uczestniczenie w nim. Na razie i tak czeka mnie wyprawa do centrum miasta; okazuje się, że wyrobione przed przyjazdem, w Polsce międzynarodowe prawo jazdy (staroświecka szara książeczka) jest niewystarczające. Trzeba, na jego podstawie, zdobyć zgodę na prowadzenie auta od lankijskich władz. Załatwiając formalności możemy obserwować przygotowania do wojskowej defilady. Nadbrzeżny bulwar jest już zamknięty i w szeregu poustawiane są wszelakie pojazdy wojskowe. Zapowiada się duży event.

Zaskakująca różnorodność rodzajów wojsk; każde w charakterystycznych dla siebie mundurach. Niektórym oddziałom towarzyszą…..słonie pokryte kolorowymi, haftowanymi narzutami.

 

Defilada w Kolombo

Defilada w Kolombo

 

Obserwowanie defilady to też ciekawa lekcja historii – brytyjskie wpływy na wyspie znajdują odzwierciedlenie w fakcie, że niektóre oddziały maszerują w szkockich kiltach.

 

Defilada w stolicy Sri Lanki, Kolombo

Defilada w stolicy Sri Lanki, Kolombo

 

Pozostając w kolonialnych klimatach udajemy się na południe od stolicy by zwiedzić dobrze zachowany, luksusowy Hotel Lavinia. Hotel jak hotel, bryła kolonialna, generalnie niewiele można zwiedzać w budynku z 1877 roku. Okazuje się, że pobliska plaża skrywa jeszcze dodatkową atrakcje. Jeśli nie planujecie odwiedzić innego schroniska dla żółwi morskich na południu wyspy to możecie to zrobić właśnie tu. Za 500 Rupii od osoby można zwiedzać kameralny ośrodek położony tuż przy plaży, kilkaset metrów na południe od hotelu (http://ourturtleproject.wixsite.com/otcp).

 

Schronisko żółwi morskich, Sri Lanka

Schronisko żółwi morskich, Sri Lanka

 

Kilka zbiorników z wodą morską, gdzie trzyma się różne gatunki żółwi; w tym całą kolonię malutkich, które dopiero co ujrzały świat. W ramach misji ośrodka pracownicy edukują rybaków, uświadamiając ich, że żółwie są istotnym elementem ekosystemu. Żółwie zjadają meduzy, które żywiąc się małymi rybkami nie pozwalają im na dorośnięcie a tym samym zmniejszają zarobek nadmorskich społeczności, które żyją z połowu ryb.

 

Waran na trasie, Sri Lanka

Waran na trasie, Sri Lanka

Następnego ranka ruszamy w kierunku Dambulli W połowie trasy drogę zagradza nam majestatycznie kroczący waran. Nie niepokojony, badając teren długim jęzorem, przekracza ruchliwą drogę kierując się w spokojniejsze miejsca.Po 5 godzinach mozolnej jazdy dojeżdżamy do celu. Masywna skała wysokości 340 m stanowi dach dla tzw. Golden Temple – świątyni złożonej z pięciu jaskiń, z których najstarsze pochodzą z I wieku n.e.

 

Świątynia Dambulla, Sri Lanka

Świątynia Dambulla, Sri Lanka

 

Boso zwiedzamy kompleks, podziwiając freski i prawie 60 posagów Buddy. Obserwuje nas stado małp, licząc na jakiś darowany owoc. My też je obserwujemy; nierozważnie pozostawiony aparat fotograficzny szybko może stać się ich łupem. Niedaleko Dambuli znajduje się Sigirija; niezwykła twierdza i miasto wzniesione na szczycie kamiennego ostańca przez Kassapę – króla i ojcobójcę. Cały kompleks, w którego skład wchodzą również rozlegle ogrody uważa się za jedno z najbardziej śmiałych założeń urbanistycznych w historii. Na szczycie góry zobaczymy ruiny pałacu, kamienne baseny i pozostałości ogrodów.

 

Skała Sigiriya, Sri Lanka

Skała Sigiriya, Sri Lanka

To co nie przetrwało do naszych czasów to olbrzymia głowa lwa i jego łapy. Posadowione na skale miały odstraszać królewskiego brata, który poprzysiągł pomścić śmierć ojca. Do Sigiriji, wpisanej na listę UNESCO,  docieramy zbyt późno by móc wspiąć się na jej szczyt. Pozostaje nam objazd tuk-tukiem okalających ją ogrodów. Jadąc wzdłuż fosy, mijając pozostałości fortyfikacji, naszą uwagę przykuwa szałas zbudowany wysoko na pniu drzewa. Okazuje się, ze służy on nocnemu wartownikowi do obserwowania otoczenia i chronienia zabytków i upraw przed dzikimi słoniami, które lubią zapuszczać się w te rejony, gdy ostatni turyści już je opuszczą. Widząc nasze zainteresowanie zostajemy zachęceni do wspięcia się na wysoko położona platformę. Cieniutkie deszczułki nie budzą zaufania, nie mam przekonania czy wytrzymają wagę średniej postury Europejczyka. Całe szczęście zarówno wejście jak i zejście nie kończy się kontuzją. Z jednej strony usatysfakcjonowani wieczornym objazdem terenu a z drugiej zniechęceni wysokim kosztem biletu wstępu do tej największej atrakcji wyspy podejmujemy odważną decyzję by następnego dnia jej po prostu nie zwiedzać. Jest ciekawa alternatywa. To wejście na siostrzany szczyt – Pidurangalę. To z tej skały Sigiriję widać jak na dłoni, jest oddalona o 1,5 km na południe. Dodatkowo, idąc na górę mija się klimatyczną świątynię. Mamy szczęście bo właśnie odbywa się nabożeństwo połączone z przekazaniem darów.

Dalej, idąc ścieżką w górę mijamy posąg leżącego Buddy pod nawisem skalnym. Ostatni etap przed szczytem to solidna dawka wspinaczki – oberwane głazy zagradzają drogę; trzeba uważać na ich ostre krawędzie.

 

Skała świątynia Sigiriya; widok z Piduralangi

Skała świątynia Sigiriya; widok z Piduralangi

 

Będąc w Sigiriji znajdujemy się w samym centrum tzw. trójkąta kulturalnego. Niewidzialne linie pomiędzy trzema dawnymi stolicami Sri Lanki – Anaradhapurą, Polonnaruwą i Kandy – wyznaczają teren o największym nagromadzeniu zabytków. Decydujemy się pominąć pierwszą ze stolic i skupić się na dwóch pozostałych. Zwiedzając Polonnaruwę ma się w pamięci zdjęcia i opisy kambodżańskiego Angkor Wat. Nigdy tam nie byliśmy ale wydaje się, że jest ona właśnie pomniejszoną kopią tamtych świątyń i pałaców. Na nas największe wrażenie wywarły potężne ruiny pałacu, z wielkimi otworami w murach. Tam poprowadzone były belki stropowe podtrzymujące niezachowane do naszych czasów wyższe kondygnacje budynku. Posągi Buddy wyrzeźbione w litej skale i tajemnicza świątynia fallusa (tak, to to co myślisz) robią także duże wrażenie.

 

Świątynia Fallusa Pollonaruwa

Świątynia Fallusa Pollonaruwa

 

Polonnaruwę zwiedzamy w pośpiechu; w końcu to dziś mamy zobaczyć wielkie stada słoni wolno żyjące w Parku Narodowym Minneraya. Wielkie równiny parku są w stanie wyżywić tysiące tych potężnych zwierząt; niektóre stada mają ponoć liczyć nawet do 300 osobników. Pędzimy do parku, kupujemy bilety (7400 rupii wejście i 3500 za samochód terenowy) i wypatrujemy potężnych ssaków. Smutne twarze japońskich turystów wracających kilkoma jeepami dają nam wiele do myślenia; coś ewidentnie poszło nie tak. Prawda jest okrutna – słoni tutaj nie ma! Słoni w lutym w parku narodowym, który z nich słynie po prostu nie ma. Wielkie równiny są zalane wodą; cała roślinność pod taflą olbrzymich rozlewisk. Po fakcie dowiadujemy się, że słonie, zależnie od pory roku migrują miedzy obszarami i przebywają tam gdzie jest więcej dostępnego pożywienia. Specjalne korytarze kierują je między poszczególnymi parkami narodowymi. Nasz przewodnik, próbując ratować sytuację, pokazuje ledwo co majaczącą sylwetkę oddaloną o dobre kilka kilometrów. Bez przekonania stwierdza, że to słoń. To tylko potęguje nasze rozgoryczenie. Rozgoryczenie tak wielkie, że decyduję się na napisanie oficjalnej skargi; skargi do lankijskiej ambasady w Polsce i do zarządu parków narodowych Sri Lanki. Skargi na brak słoni. Pewnie nigdy nie otrzymali bardziej kuriozalnego zażalenia ale mnie zrobiło się lepiej, dużo lepiej. Nigdy żadnej odpowiedzi nie otrzymałem.

Trasa Dambulla – Kandy to kolejne 2,5 godziny jazdy. Posilając się gotowaną kukurydzą z przydrożnych stoisk (pamiętaj: jedz tylko to co jest poddane obróbce cieplnej) dzielnie zbliżamy się do kolejnej atrakcji wyspy.

 

Kolorowy targ przy trasie, Sri Lanka

Kolorowy targ przy trasie, Sri Lanka

 

Będąc w Kandy trzeba zrobić dwie rzeczy – odwiedzić Świątynię Relikwii Zęba i wybrać się na pokazy tradycyjnych lankijskich tańców. Legenda mówi, że w magiczny sposób w IV wieku ząb Buddy dotarł na Sri Lankę. Od 1592 roku jest przechowywany w Kandy. Raz na 15 lat można go zobaczyć (najbliższa okazja w maju 2019 r.) ale codziennie można go sobie wyobrazić patrząc na złoty relikwiarz ukazywany wiernym. Pokazy tańców każdego wieczora odbywają się w halach na tyłach słynnej świątyni. W miejscu gdzie będziecie mieszkać na pewno złożona będzie wam propozycja by skorzystać z pokazu, który promuje akurat właściciel lokalu. W naszym przypadku otrzymaliśmy bilety, które mogliśmy zwrócić w przypadku  niewykorzystania. I faktycznie, finalnie zdecydowaliśmy się na inny pokaz niż rekomendowany; po prostu do drugiej hali szło więcej budzących zaufanie turystów. Występy w „Kandyan Cultural Centre” kosztowały 1000 rupii od osoby i składały się z 12 odsłon. Prócz śpiewu i tańców była gra na bębnach, trochę akrobatyki i kulminacja w postaci pokazu chodzenia po rozżarzonych węglach.

 

Pokaz tańców Kandy

Pokaz tańców Kandy

Mimo, iż wszystko było nieco w charakterze folkloru ze skansenu to na pewno warto było tego doświadczyć. W pigułce cała kultura taneczno-wokalna wyspy.

Z Kandy do Nuwara Elija jest 2,5 godziny. Miejsce zwane „Małą Anglią” słynie z kolonialnych budynków, jak na przykład ceglasty budynek poczty, i przepięknych pól herbacianych. Oglądanym z daleka urokiem mogą jedynie dorównać pola ryżowe.

 

Pola herbaciane Nuwara Elija

Pola herbaciane Nuwara Elija

 

Nie ma problemu by zatrzymać się koło plantacji i pospacerować między kępami krzaków herbacianych. Można przyjrzeć się z bliska pracy zbieraczek liści – to kobiety, które zwykle pochodzą z mniejszości tamilskiej. Mieszkają całymi rodzinami w ubogich wioskach wśród pól herbacianych. Często sprzedają warzywa i owoce z przydomowych ogródków. Warto zwiedzić jedną z wielu fabryk herbaty. My trafiliśmy do „Mackwood”, gdzie, po zwiedzaniu hal fabrycznych mogliśmy odpocząć przy lankijskim brownie i filiżance herbaty właśnie. Nuwara Elija jest jednym z chłodniejszych miejsc na wyspie, stąd tutaj można zakupić cieplejsze ubrania. Przed przyjazdem czytaliśmy, że są to wysokiej jakości towary znanych marek dostępne w dobrych cenach. Nic podobnego. To robione z jednej sztampy podróbki; logo może i się zgadza ale jakość wyrobów fatalna – nie łudźcie się, ze coś fajnego tam kupicie. Opuszczając pola herbaciane i jadąc w kierunku miejscowość Ella napotykamy tereny pokryte tarasowymi polami ryżowymi – to jedne z najpiękniejszych pól ryżowych jakie widzieliśmy w życiu.

 

Pola ryżowe, Sri Lanka

Pola ryżowe, Sri Lanka

 

Podobne były na Bali – ciągną się one po wzgórzach, schodzą w doliny i przepięknie zamykają horyzont.

Ella to prawdziwe góry. Mimo zgrzytu z noclegiem –poprawnie zrobiona rezerwacje nie jest respektowana –  ten obszar pozostanie w pamięci jako jedno z fajniejszych miejsc na Sri Lance. Śniadanie w zaproponowanej nowej lokalizacji przez skruszonego właściciela przepełnionego lokum rekompensuje niedogodności poprzedniego dnia – taras ma piękny widok na okoliczne góry. Otuleni polarami, cieszymy się pobudzającą kawą, w rześkim powietrzu poranka.

Niedaleko wodospady Rawany i cel naszej dzisiejszej wycieczki – Mały Szczyt Adama. Na niektórych lokalnych mapkach opisany jako „Little Adam Speak” 😊. Wielu turystów decyduje się na zdobycie tego właściwego Adam’s Peak ale nie możemy sobie pozwolić na taką wspinaczkę; „Mały Adam” musi wystarczyć. Idziemy szeroką ścieżką prowadzącą w górę. Za którymś z zakrętów na rozłożonej plandece siedzi tajemniczy gość. Przed nim dwa okrągłe pudełka z pokrywkami. Gdy zbliżamy się szybkim ruchem zdejmuje pokrywki i naszym oczom ukazują się dwie kobry, które w okamgnieniu przyjmują bojowe postawy.

 

lankijskie kobry, Sri Lanka

lankijskie kobry, Sri Lanka

Mimo zachęceń do bliższego zapoznania się z wężami kontynuujemy marsz w kierunku szczytu i oczywiście finalnie go zdobywamy.

Wspominając rozczarowanie związane z nieudanym safari w Parku Minneraya decydujemy się na odwiedzenie – wcześniej nieplanowane – Parku Narodowego Udawalewe. Jest on zlokalizowany na południu wyspy, po drodze do wybrzeża, gdzie chcemy spędzić ostatnie dni naszego pobytu. Rezerwujemy nocleg przez Booking.com i kierowani nawigacją ściągniętą wcześniej jako off-line jedziemy prosto do hotelu. Góry zostawiamy za sobą, nawigacja prowadzi prosto do bramy parku pokazując, że do hotelu jeszcze kawałek. Bez większego zastanowienia próbujemy „sforsować” bramę parku. Strażnikom uparcie pokazujemy drogę wyznaczoną na ekranie. Patrzą zdumieni. Po chwili dociera do nas absurdalność sytuacji – przecież ot tak, nieprzygotowanym autem, bez przewodnika nie można poruszać się wśród dzikich zwierząt. Do nawigacji, nawet najlepszej, trzeba podchodzić krytycznie. Niektórzy, kierując się nią bezmyślnie trafiali do jeziora, my byśmy znaleźli się w podobnym niebezpieczeństwie. Po konsultacjach znajdujemy właściwą drogę do hotelu, który nomen omen, mijaliśmy wcześniej po drodze. Wreszcie oczekiwane safari i niepewność; będą czy znów obejdziemy się smakiem? Pierwszy jest w oddali; za sporym jeziorem, majestatycznie spaceruje wzdłuż jego brzegu. Potem kolejne dwa; są małe a jeden dodatkowo ma skórzaną obrożę zapiętą wokół szyi. Może to słoń, który spędził wcześniejsze lata w sierocińcu a obecnie przygotowuje się do dzikiego życia? Nie jesteśmy sami, aparaty strzelają z kilku samochodów w kierunku osaczonej pary ssaków.

 

Park Narodowy Udawalewe

Park Narodowy Udawalewe

 

Już jesteśmy zadowoleni ale chcemy więcej. Kierujemy się do bardziej odległej części parku; nagle widzimy całe stado. Jest też i całkiem malutki słonik. Gdy dorosłe posypują sobie grzbiety piachem, on zajęty jest zabawą; kręci ósemki miedzy nogami swoich starszych kuzynów. W pewnym momencie potyka się i niezgrabnie ląduje w małym zagłębieniu. Widok pocieszny a my jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani.

 

Słonie w Parku Narodowym Udawalewe

Słonie w Parku Narodowym Udawalewe

 

Można ruszać na południe na zaplanowane trzydniowe lenistwo. Po drodze jeszcze bezkrwawe polowanie na przepięknego szafirowego zimorodka, który mimo użycia teleobiektywu ciągle ucieka nam z kadru. Pierwszym postojem jest Weligama, spacer po brudnawej plaży, na której stoją wyciągnięte na brzeg tęczowe kutry rybackie.

 

Plaża Weligama, Sri Lanka

Plaża Weligama, Sri Lanka

 

Zwinięte sieci rybackie są w jeszcze intensywniejszych kolorach. Przy kolejnej plaży, za wydmami, ukazuje się nam charakterystyczny, pocztówkowy widok. To rybacy siedzący na dziwnych, drewnianych konstrukcjach, łowią ryby za pomocą wędek. Zanim zdążymy przyłożyć się do zdjęcia dobiegają do nas menadżerowi rybaków – aktorów, którzy za zdjęcia każą sobie płacić. Czar prysł, aparat schowany, nie chcemy uczestniczyć w tej mistyfikacji. Nasza asertywność popłaca. Za kilka dni spotkamy rybaków w innej zacisznej zatoczce i pocztówkowy widok uwiecznimy na zdjęciach.

Docieramy do pensjonatu, niedaleko słynnej plaży Unawatuna. Okna pokoju wychodzą na ocean, z jednej strony złocisty piasek, z drugiej obraz fal rozbijających się o skały. To jeden z tych widoków, o których można powiedzieć, ze jest wart milion dolarów.

 

Widok plaża Unawatuna

Widok plaża Unawatuna

Plażowanie, rozmowy z nagabującymi nas sprzedawcami owoców i obrusów, kąpiele i spacery wzdłuż brzegu to plan na te dni. Ale oczywiście nie możemy pominąć jednej z największych atrakcji południowo-zachodniego wybrzeża. To piękne kolonialne miast Galle. Przypomina Old Goa z Indii lub kubański Trynidad z kwartałami starej, poportugalniej zabudowy, kościołami, placykami i fortyfikacjami. Warto je odwiedzić zarówno za dnia jak i wtedy, gdy jest oświetlone wieczornym sztucznym światłem. Można długo spacerować brukowanymi uliczkami, zatrzymywać się przy straganach i odwiedzać sklepy z biżuterią, sztuka i ubraniami. Fajny design, dobra jakość (np. T-shirty Odel).

 

Kolonialne Galle

Kolonialne Galle

2 tygodnie spędzone intensywnie. Zobaczyliśmy dużo: defiladę Święta Niepodległości, świątynie w jaskiniach Dambulla, podziwialiśmy Sigirije, weszliśmy na skałę Piduralanga, zwiedziliśmy jedną z dawnych stolic – Polonaruwę. Do tego dwa parki narodowe, stolicę kulturalną wyspy – Kandy, fabrykę wśród herbacianych wzgórz otaczających kolonialną Nuwara Elija. Wspięliśmy się na Mały Szczyt Adama, obserwowaliśmy żniwa ryżowe, poszwendaliśmy się po nadmorskim Galle. Nawet plażowaliśmy….

Sri Lanka oferuje indyjskie klimaty w bardziej europejskim standardzie. Jeśli jeszcze nie jesteś gotowy by doświadczyć indyjskiej specyfiki wybierz Sri Lankę. Parę rad znajdziesz tutaj

Na Sri Lankę chętnie bym wrócił, chociażby po to by odwiedzić Ambalangodę, centrum produkcji masek. Jako amulety mogą zapewnić szczęście, ochronić od zła i chorób a także twoich wrogów przekuć w przyjaciół.

Jeśli zaliczyłeś Sri Lankę albo szukasz bardziej ekstremalnych wrażeń rozważ Indie. Może zacznij od Mumbaju

TAGS
Krzysztof Kowalski
Warszawa, Polska

Kocham podróżować. Odwiedziłem jakieś 100 ciekawych regionów w ponad 60 krajach, na 6 kontynentach. Jeżeli też kochasz podróże, nie lubisz niepotrzebnie wydawać pieniędzy ale mieć możliwość umyć się chociaż raz dziennie, zawsze mieć dobre value for money i chcieć zobaczyć więcej i poczuć intensywniej to ten blog jest właśnie dla Ciebie! Kontakt: kowalski@justKowalski.pl