Renault ZOE to europejski lider wśród aut elektrycznych. 40 000 zarejestrowanych egzemplarzy oznacza, że model ZOE stanowi blisko 20% samochodów elektrycznych sprzedawanych na kontynencie europejskim. W Niemczech, Hiszpanii i Francji jest jeszcze lepiej, tam co drugi bezemisyjny pojazd ma napis ZOE na karoserii. Poddałem ZOE poważnemu testowy – długa, zimowa trasa i użytkowanie w górach.

W dniu debiutu modelu w 2012 roku rzeczywisty zasięg ZOE pierwszej generacji wyposażonego w akumulator o pojemności 22 kWh wynosił 150 km i był już wówczas znacząco większy od średniej długości codziennych przejazdów pokonywanych przez europejskich kierowców. W 2016 roku Renault wprowadziło na rynek drugą generację ZOE. W tym samym roku pojawił się akumulator Z.E.40, którego pojemność 41 kWh pozwoliła dwukrotnie zwiększyć – do 300 km – rzeczywisty zasięg samochodu. W najnowszym ZOE musi i jest jeszcze lepiej. Homologowany zasięg WLTP to 395 km. Ale przyznajmy szczerze, na trasie i w zimie trudno go osiągnąć. W temperaturach poniżej zera i jeździe ok.90km/h i bez możliwości odzysku energii podczas równomiernej jazdy zasięg to ok. 250 km.
Bardzo ważną, jeśli nie najważniejszą, zmianą w najnowszej generacji auta jest możliwość doładowywania z terminali prądu stałego o mocy do 50 kW w trybie CCs Combo. Możliwość ładowania z terminali prądu DC jest szczególnie przydatna na dalekich trasach.

Nowe ZOE wprowadza również nowy tryb jazdy, B-mode, przy którym kierowca prawie nie potrzebuje używać pedału hamulca. Gdy tryb B-mode jest aktywny, samochód zmniejsza prędkość w większym stopniu niż w przypadku zwykłej rekuperacji. Warto jednak zwrócić uwagę, że przy zimnym akumulatorze (temperatura otoczenia ok. 0 stopni) tryb ten nie chcę się załączyć co komunikuje nam na wyświetlaczu centralnym. W pełni z zalet tego rozwiązania można korzystać gdy jest ciepło, a akumulator jest rozładowany w ok. 50%. Przy bardziej naładowanej baterii nie ma różnicy w odzysku energii między trybami „D” i „B”.
Nowością w nowym ZOE jest też nowy silnik 100 kW R135, moc odpowiada 135 KM w silniku spalinowym. Zwiększono w nim moment obrotowy i tym samym przyspieszenie.

Zastosowana pompa ciepła jest bardzo wydajna. Już po chwili zaparowane okna stają się przejrzyste, a śnieg i lód zaczyna się topić. Dzieje się to dużo szybciej niż w aucie z tradycyjnym napędem, gdyż nie musimy czekać na nagrzanie się silnika.
Nowe Renault ZOE już w wersji podstawowej oferuje wyświetlacz o przekątnej 10 cali. Ekran dotykowy systemu multimedialnego 9,3 cala umieszczony na przedłużeniu centralnej konsoli zapewnia dostęp do wszystkich funkcji systemu nawigacji i rozrywki pokładowej. Bardzo wiele elementów sterowania jest tożsamych z najnowszym Clio.

Układ tylnych świateł jest zaprojektowany w taki sposób, aby optycznie poszerzać tył samochodu. Dwa poziome czerwone pasy świetlne to diody LED. Zapalają się sekwencyjnie od wewnątrz do zewnątrz – do niedawna takie rozwiązanie występowało wyłącznie w modelach premium.

We wnętrzu nowego ZOE znajdziemy rozwiązanie, które jest kolejnym ukłonem w stronę ekologii. Niektóre rodzaje tapicerki wykonane są z przetworzonej przędzy zgrzebnej, niewymagającej procesu topienia i przemian chemicznych. Do jej wytworzenia używa sie wyłącznie zużytych pasów bezpieczeństwa i odpadów plastikowych (PET). I powiem szczerze: ta tapicerka bardzo dobrze wygląda!
W aucie zastosowano brzęczyk, który ostrzega pieszych o zbliżaniu się „bezgłośnego” pojazdu. Szum, emitowany do 30 km/h, przypomina dźwięk które mogłyby wydawać stare organy w opuszczonym kościele. Budzi pewnie niepokój, gdy usłyszymy go po raz pierwszy wewnątrz samochodu.
Renault Zoe, mimo rozmiarów auta segmentu B, dobrze sprawdza się na dłuższych trasach. Zwiększony zasięg i możliwość szybkiego doładowywania w trybie DC to potężne atuty. Ogrzewanie i klimatyzacja działały bez zarzutu, dużo lepiej niż w aucie z tradycyjnym napędem. Ergonomia zapożyczona z najnowszego Clio, multimedia i ekologiczna tapicerka sprawiają, że auto jest wygodne, funkcjonalne i odpowiadające duchowi proekologicznej epoki.





