Kia e-Niro to samochód, który ma realny zasięg 400km. Wyłącznie na prądzie, w ciszy, bez wibracji, po bus pasach i ekologicznie, bez spalin. To pierwszy elektryczny samochód, który miałem okazję testować, pozwalający na bezstresową, daleką podróż. I taką podróż odbyłem na trasie Warszawa – Gdynia – Warszawa.

Podstawę elektrycznego napędu w Kia e-Niro stanowi pojemna litowo-polimerowa bateria o mocy 64 kWh. Firma chwali się, że dzięki niej e-Niro jest w stanie pokonać homologowany dystans aż 455 km. W mieście wychodzi nawet lepiej bo podobno możliwe jest przejechanie aż 615 km. Użytkownicy aut spalinowych wciąż nie mogą uwierzyć w to, że zasięg wzrośnie podczas użytkowania w mieście. Ale taka jest prawda. Auto nie musi „walczyć” z oporem powietrza i przy każdym hamowaniu odzyskuje energię.
Stylistyka Kii e-Niro na pewno może się podobać. Auto to klasyczny crossover o smukłej sylwetce. Charakterystyczny grill chłodnicy w kształcie tygrysiego nosa kryje w sobie port do ładowania, a światła do jazdy dziennej są wykonane w technologii LED. Sporo jest jasnoniebieskich akcentów. Całość dopełniają 17-calowe obręcze kół ze stopu metali lekkich. Jedyne co może razić to gwałtownie urywająca się tylna część nadwozia. Ale doświadczenia innych marek (Nissan Juke, Toyota C-HR) pokazują, że pozornie niespójna stylistyka bardzo przypada klientom do gustu.

Wnętrze e-Niro jest przestronne i nowoczesne, a dostaniemy się do niego poprzez szeroko otwierane drzwi. Wewnątrz też znajdziemy efektowne, błękitne przeszycia podkreślające, że w tym aucie rządzi prąd. 8-calowy ekran systemu nawigacji pokazuje dodatkowe odczyty jak lokalizacja najbliższych stacji ładowania, monitorowanie stanu baterii oraz zasięgu. Bagażnik ma pojemność 451 litrów.

Świetnie rozwiązano zarządzanie rekuperację. Manetki przy kole kierownicy pozwalają ustawić ją na trzech poziomach. Na elektronicznej tablicy wskaźników widzimy ile energii odzyskaliśmy. Licznik wyskalowany jest w metrach i kilkakrotnie mój „odzysk” przy jednokrotnym hamowaniu przekroczył wartość 1000 metrów odtworzonego zasięgu. Nie ustrzeżono się jednak pewnych drobnych niedociągnięć. Przy przeprogramowywaniu wskazań na wyświetlaczu zapomniano dostosować go do specyfiki auta elektrycznego. Czasami pojawia się komunikat, że „łopatki zmiany biegów są niedostępne”. Jak wiemy, auto EV nie posiada skrzyni biegów. Ciekawym rozwiązaniem w e-Niro jest możliwość ogrzewania lub schładzania tylko obszaru zajmowanego przez kierowcę. Po przyciśnięciu przycisku system optymalizuje ustawienie nawiewów, zaoszczędzając przy tym energię. Jak wiemy silnik elektryczny nie traci energii na generowanie niepotrzebnego ciepła jak to, poprzez tarcie i gwałtowne spalanie paliwa, czyni silnik spalinowy. Przy konieczności dogrzania wnętrza musimy je doprodukować. Funkcja „Driver only” pozwala lepiej zarządzać energią. W aucie była także możliwość ogrzewania kierownicy i foteli. To funkcja komfortu ale także ukłon w stronę lepszego gospodarowania prądem. Okazuje się, że jesteśmy w stanie osiągnąć ten sam komfort termiczny gdy jest nam ciepło w ręce i plecy jak gdy ogrzejemy całe przepastne wnętrze.

Do Gdyni z Warszawy wybrałem się trasą autostradową. Jadąc na zachód A2 w Strykowie pod Łodzią zmieniamy kierunek na północny, na A1 która doprowadzi nas do Trójmiasta. Cała trasa to 426 km. Droga powrotna była krótsza bo ekspresową S7 wychodzi 385 km. Po drodze miałem 5 miejsc do ładowania samochodów elektrycznych: MOP Brwinów, MOP Krzyżanów, MOP Malankowo, Lotos w Gdyni, przy Al. Zwycięstwa i centralę firmy GreenWay w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym. Wracając S7 mijałem ładowarki w Elblągu, Ostródzie, Mławie, przy restauracji „Malinowy bzyk” pod Płońskiem i przy Auchan w Łomiankach. Przy zasięgu 403 km (tak wskazywał licznik gdy ruszałem w trasę) liczba ładowarek była więcej niż wystarczająca. Gdy wyjechałem na autostradę postanowiłem sprawdzić jak wygląda zużycie energii przy różnych prędkościach. Pierwsze 136 km pokonałem jadąc na tempomacie ustawionym na 115 km/h. Tak dotarłem do MOP’u Krzyżanów, gdzie podładowałem nieco auto. Przy tak spokojnej jeździe zużywałem 16,2 kWh/100km. Kolejny odcinek zdecydowałem się przejechać nieco szybciej. Tempomat ustawiony na 140 km/h i zużycie znacząco wzrasta, bo aż o 30%! Do MOP’u Malankowo, gdzie planowałem przetestować kolejną ładowarkę sieci stacji paliw Lotos, miałem 147 km, a wyświetlacz wskazywał 21,5 kWh/100 km. Zgodnie z przewidywaniami auto elektryczne pokazało, że nie lubi prędkości autostradowych (czytaj: oporu powietrza). Skończyłem z moimi doświadczeniami i spokojnie – tempomat znów na 115 km/h – jechałem ostatnie 143 km w kierunku Gdyni. Kończące 40km pokonałem w ruchu miejskim i dlatego na tym odcinku padł rekord zużycia energii – tylko 15,6 kWh/100km. Tak! najbardziej efektywnie auto elektrycznie można wykorzystać w mieście.

W drodze powrotnej jechałem znów spokojnie, a krótszy dystans gwarantował, że pokonam S7 z Gdyni do Warszawy z jednym podładowaniem. Wybrałem stację ładowania GreenWay w Ostródzie, zlokalizowaną przy sklepie Intermarche. Trzeba zjechać ok. 3 km z trasy ekspresowej by w zacienionej części parkingu odnaleść ładowarkę. Aktywacja, za pomocą karty RFID, przebiegła bezproblemowo. Ja zrobiłem małe zakupy spożywcze (Intermarche), kupiłem też kilka kwiatów doniczkowych (sąsiadujący Bricomarche) i można było jechać w dalszą drogę. Do Warszawy dotarłem bezproblemowo, „wbiłem się” w buspasy i dotarłem do domu.

Kia e-Niro to elektryk, który daleko zajedzie. Można to odbierać i dosłownie, i w przenośni. Nie musimy się obawiać dalekich podróży bo, po pierwsze, zasięg. Z takim zasięgiem, porównywalnym z autami spalinowymi, auto ma szanse na zdobycie serc klientów zerkających w stronę elektromobilności. Po drugie, rosnąca liczba stacji ładowania, bo przecież sam wspomniany GreenWay ma już 112 szybkich ładowarek w Polsce. A po trzecie, to jest po prostu ładny, wygodny i funkcjonalny samochód.




