Przejdź do treści
krajobrazy Nowej Zelandii

Nowa Zelandia - Wyspa Północna

Krzysztof Kowalski 7 min czytania

Wielka brązowa brama z litego drewna. Brama a obok niej drewniany słup z rzeźbionym ptakiem o rozpostartych skrzydłach. Twarze z błyszczącymi oczami i otwartymi ustami. Ni to ludzie ni małpy. Wszystko dekorowane świecącymi ćwiekami. „Welcome to Auckland” – wita największe międzynarodowe lotnisko Nowej Zelandii. I od razu oddaje cześć pierwszym mieszkańcom tych ziem, Maorysom. Moim przemyśleniom dotyczącym Maorysom poświęcę oddzielną opowieść.

 

lotnisko Auckland
lotnisko Auckland

 

24 godziny z haczykiem podróży za nami. Gdyby nie wyjątkowo okazyjnie kupiony bilet na trasie Londyn – Auckland pewnie długo by nas jeszcze nie było na tym końcu świata. A tak najpierw Warszawa – Londyn (dzięki promocji LOT 300 PLN za osobę RT). Potem Thai Airways i lot do Bangkoku, przesiadka i dalej też Thai’em na Wyspę Północną (2100 PLN za osobę RT).

 

lot do Auckland
lot do Auckland

 

Jest połowa lutego 2017 roku i przed nami 2 tygodnie intensywnego zwiedzania tego najdalej od Polski położonego lądu. Destynacji, która jest marzeniem dla wielu podróżników, miejscem odległym, pięknym i tajemniczym. Ale jednocześnie przyjaznym, funkcjonującym w ramach cywilizacji europejskiej, anglojęzycznym i przewidywalnym.

Nasz plan zakładał przejazd na linii północ – południe. Na pierwszy ogień szła Wyspa Północna, potem przeprawa promem na Południową aż do miasta Christchurch. W Christchurch zostawiliśmy auto w wypożyczalni. Upewnij się ile dodatkowo zapłacisz gdy zwrócisz auto w miejscu innym niż to gdzie je odbierałeś. Nam udało się to mieć w pakiecie promocyjnym. Dalej tanimi liniami polecieliśmy na północ do Auckland, gdzie czekał nas już transkontynentalny lot do Europy. O Wyspie Południowej napiszę następnym razem.

Jako, że założenie było takie, że całkowicie odpuszczamy sobie miasta więc nawet nie oglądamy się na Auckland tylko tuż po odbiorze auta kierujemy się, po objechaniu Zatoki Thames, na północ do Coromandel.

 

Półwysep Coromandel i Fletcher Bay

Pólwysep Coromandel, Nowa Zelandia
Pólwysep Coromandel, Nowa Zelandia

 

165 kilometrowa trasa zajmuje nam 2,5 godziny. W Nowej Zelandii autostrad jak na lekarstwo ale ruch jest niewielki, trochę korków w większych miastach. Meldunek w naszym backpakerskim motelu, spacer do pobliskiej zatoczki i …..padamy. Jesteśmy kompletnie wycieńczeni po podróży.

Pierwsze wrażenia? Hmm….ludzie tutaj są kompletnie wyluzowani. Już przy odbiorze auta, nauczeni doświadczeniem, sprawdzamy skrupulatnie każdą rysę i wgniecenie. Potem okazuje się, że pracownik podpisuje bez żadnej weryfikacji to co mu podsuwamy. W sporym supermarkecie mijanym po drodze widzimy kilka osób chodzących….boso. Boso z auta na parkingu, boso po sklepie. Kolejnym razem obserwujemy farmera w starym pick-upie, który podjechał by zmienić ustawienia systemu podlewania. Jest także boso.

Miasteczko Coromandel wyglądem przypomina te, które pamiętamy z Westernów. Niska, drewniana zabudowa, podcienie, sporo staroświeckich reklam. Wymieniamy nasze Euro po 1,39 i dostajemy plik nowozelandzkich dolarów. Jedziemy na samą północ przylądka. Kończy się asfalt, zaczyna szuter, kończą się zabudowania, z lewej strony wybrzeże, z prawej łąki i olbrzymie drzewa ze zwisającymi niby gałęziami, niby korzeniami. Wśród nich monstrualnej wielkości paprocie. Czy właśnie tu kręcono „Władcę Pierścieni”?.

 

las gigantycznych paproci, Nowa Zelandia
las gigantycznych paproci, Nowa Zelandia
Otwórz w YouTube

Parkujemy auto przy ostatnim kempingu i ruszamy na mały spacer koło Fletcher Bay.  Plan ambitny ale zmęczenie po podróży wciąż wielkie. Lekko zamglone niebo i dobra temperatura usypiają naszą czujność; zawracamy w połowie drogi bo zaczyna brakować nam wody.

 

krajobrazy Pólwyspu Coromandel, Nowa Zelandia
krajobrazy Pólwyspu Coromandel, Nowa Zelandia

 

Hot Water Beach i Cathedral Cove

Napełniamy butelki z kranu na kempingu i ruszamy do bardzo specyficznej atrakcji wyspy. To Hot Water Beach. Raz po raz będziemy się spotykać tu ze zjawiskami geotermalnymi i ta specyficzna plaża jest pierwszym takim doświadczeniem. Wielka, pusta przestrzeń piasku z małym fragmentem pokrytym kłębowiskiem ciał. Łopata jest obowiązkowa i pewna znajomość….. termodynamiki płynów. Ale ten kto choć raz używał brytyjskiej umywalki, gdzie kontynentalny Europejczyk walczy z dwoma kranami by ustawić właściwą temperaturę, ma już wystarczającą wiedzę. Trzeba tak kopać łopatką i takie tworzyć strumienie by gorąca woda wydobywająca się z głębi ziemi mieszała się z wychłodzoną na powierzchni. Wspólnie z młodymi Niemcami, z którymi dzielimy nasz „basen” dbamy o właściwe dopływy. Na tą nację będziemy napotykać się najczęściej w Nowej Zelandii. Uśmiechy na naszych twarzach wywołują krzyki lekko poparzonych ludzi. Team work! Jawohl!

 

Kiwi - dziwny ptak Nowej Zelandii
Kiwi - dziwny ptak Nowej Zelandii

 

Blisko jest Cathedral Cove - skalna brama na wybrzeżu. Chcemy ją zobaczyć z bliska ale okazuje się, o czym nie piszą przewodniki, że z parkingu potrzeba jeszcze 45 minut marszu by tam dotrzeć. Rezygnujemy, zbliża się już wieczór, robi się szaro.

Rotorua: Whakarewarewa i Waimangu Volcanic Valley

Kolejny dzień to podróż do Rotorua. To miasto i jego okolice to zagłębie kultury maoryskiej i zjawisk geotermalnych. My wchodzimy w pakiet „dwa w jednym”: zwiedzanie wioski-skansenu Whakarewarewa połączone z uczestnictwem w pokazie tradycyjnych pieśni i tańców maoryskich. Jakby tego było mało to wioska jest położona na terenie bardzo aktywnych zjawisk geotermalnych.

 

zjawiska geotermalne Nowa Zelandia
zjawiska geotermalne Nowa Zelandia

 

My zaczynamy zwiedzać a deszcz zaczyna padać. Jeszcze nie wiemy, że będzie nam towarzyszył przez kilka najbliższych dni. Kupujemy kolbę kukurydzy świeżo wyciągniętą z bulgoczącego źródełka.

 

geotermia, Nowa Zelandia
geotermia, Nowa Zelandia

 

Czekamy na specjalnie przygotowanym podeście na wybuch gejzeru: wybucha regularnie ale deszcz staje się ulewą i decydujemy poszukać innej okazji by zobaczyć pióropusz gorącej wody wytryskującej wysoko w powietrze. Zawracamy do sali, gdzie lada moment mają rozpocząć się występy. Kulminacją jest oczywiście taniec haka (opiszę go w oddzielnym, maoryskim tekście).

 

taniec Haka, Maorysi
taniec Haka, Maorysi
Otwórz w YouTube

 

( jeśli chcesz także przeczytać o Maorysach i ich kulturze to zapraszam tutaj )

Wiedząc, że okolice Rotoruy są lokalizacją, gdzie w jednym miejscu możemy zobaczyć różne odsłony geotermalnych zjawisk decydujemy się domknąć tutaj ten temat. Kierujemy się do nieodległej Waimangu Volcanic Valley. Schodzimy dół doliny obserwując otoczenie. To co wydaje się pięknym jeziorem z lazurową wodą jest zbiornikiem kwaśnej wody, zawierającej niezliczoną ilość chemicznych związków.

 

gorące źródła,  Nowa Zelandia
gorące źródła, Nowa Zelandia

 

Niewinnie płynący strumień paruje bo temperatura wody jest bliska wrzenia. W licznych rozpadlinach buzuje woda i tworzą się mikro gejzery. Brzegi licznych wodnych akwenów są pokryte zielonymi algami lub skalnymi naroślami powstałymi z wytrącających się związków chemicznych.

 

mały gejzer, Nowa Zelandia
mały gejzer, Nowa Zelandia

Park Narodowy Tongariro i wodospad Tawhai

Naszym celem jest Tongariro National Park w szczególności Tongariro Alpine Crossing. Ta 18,5 km pętla okrąża wulkaniczny, górzysty teren zapewniając spektakularne widoki. W wielu miejscach jest opisywana jako najlepszy jednodniowy trekking w Nowej Zelandii. To cel na jutro, na razie 420 km za nami, nocleg znaleziony, czas na odpoczynek. Mimo, że parkujemy naprzeciw wejścia naszego hostelu to wnoszone bagaże i są mocno zmoczone. Pytamy o pogodę. „Będzie podobnie, niewiele gorzej” stwierdza z uśmiechem recepcjonistka o azjatyckich rysach. Hmm….

Następnego ranka okazuje się, że jej przepowiednia staje się faktem Rezygnujemy z trekkingu, decydujemy się ruszyć w dalszą drogę. Tracimy fajną atrakcję ale zyskujemy jeden dzień. Szklanka jest do połowy pełna, nieprawdaż?

Zanim obierzemy południowy kierunek decydujemy się jeszcze na mały rekonesans w okolicy. Autem jedziemy do wysoko położonej stacji narciarskiej wśród wulkanicznych gór.

 

Tongariro Alpine Crossing
Tongariro Alpine Crossing

 

Korzystając z „okna pogodowego” zaliczamy fajny wodospad Tawhai. W muzeum parku narodowego bawimy się wielkim globusem; tam po raz kolejny uświadamiamy sobie jak jesteśmy daleko i, że cały czas, bez konsekwencji chodzimy do góry nogami.

 

Nowa Zelandia jest naprawdę daleko....
Nowa Zelandia jest naprawdę daleko....

 

Rzeka Whanganui, Wellington i nocny prom

Tam też kupujemy bilet na prom na Wyspę Południową. Nie jest to takie proste; większość promów wyruszających z Wellington jest zapełniona. Kupujemy jedno z ostatnich miejsc na promie ruszającym w środku nocy a dokładniej o 3,30 dnia następnego. Pewnym pocieszeniem jest fakt, że nocny prom jest sporo tańszy niż dzienny i kosztuje 261 dolarów za 2 dorosłych, dziecko i samochód. Kierujemy się na  południe ku krańcom wyspy. Po drodze, nie planując tego wcześniej, skręcamy z głównej drogi na zachód w kierunku Pipiriki by podążać do Wellington równoległą droga wzdłuż rzeki Whanganui. Piknik na wysokim jej brzegu i ruszamy niezniechęceni ostrzegawczym znakiem, że przed nami 64 km ciągłych zakrętów……

 

podróżując po Nowej Zelandii
podróżując po Nowej Zelandii

 

Od Wanganui droga się prostuje przypominając nawet fragmentami autostradę. My odpoczywamy podczas jazdy w samochodzie, za to nasze wycieraczki mają dużo pracy. Wellington jest tak naprawdę pierwszym miastem, które widzimy. Mamy czas, mamy bardzo dużo czasu do odpłynięcia promu. Niestety, ze względu na deszcz, zwiedzamy miasto siedząc w ciepłym wnętrzu auta. Jest fajniejsze niż zakładaliśmy. Dużo odrestaurowanych kolonialnych budynków tworzy przytulną atmosferę niezaburzoną przez przeskalowane biurowce. Bliskość morza w połączeniu z pagórkami i zielenią dają obraz aglomeracji, gdzie żyje się dobrze. Kolacja i decyzja by spędzić tę noc w porcie, w aucie. Auto zaparkowane pod wiaduktem nie jest narażone na bezpośredni stukot padającego deszczu ale zasnąć nie jest łatwo. W końcu się udaje. Budzi nas walenie w szyby samochodu……(ciąg dalszy nastąpi).

 Trochę rad dotyczących podróży do Nowej Zelandii jest też tu

W dalszą drogę

Dokąd dalej?

  • Nowa Zelandia

    Nowa Zelandia - Maorysi

    Nowa Zelandia i Maorysi – ten motyw będzie się pojawiał na wielu etapach naszej podróży po obu wyspach. Maorysi są swoistą zagadką. Nie można ich traktować…

    Auckland, Christchurch

  • Nowa Zelandia

    Nowa Zelandia - kilka rad

    O mojej podróży do Nowej Zelandii piszę tutaj. Oddzielny wpis poświęciłem Maorysom i temu jak  w nieoczekiwanych momentach z kulturą maoryską się stykałem. Poniżej kilka rad.…

  • Malezja

    Dzika Malezja, czyli spotkać nosacze na Borneo

    Z czym kojarzy wam się Borneo? Niedostępna, egzotyczna wyspa, dzika dżungla, łowcy głów i przedziwne zwierzęta....chciałem sprawdzić jak jest w rzeczywistości czy faktycznie można zobaczyć tam z…

    Borneo, Damai Beach

  • Maroko

    Najciekawsze miejsca Maroka w 10 dni

    Spędziłem intensywne 10 dni w Maroku w lecie 2019 r. Widziałem miasta pełne zgiełku, tajemniczą pustynię, arabskie zabytki, wzburzone morze i kolory bazarów. Byłem w garbarni,…

    Agadir, Ajt Bin Haddu

  • Jordania

    Jordania, Petra i Wadi Rum; pięknie, tanio, blisko

    Podróże kształcą ale niestety też obnażają luki w wykształceniu. Może tego dnia wagarowałem, może myślałem o niebieskich migdałach, a może zapatrzyłem się w plecy koleżanki w…

    Akaba, Petra

  • Sri Lanka

    Sri Lanka - sam przeżyj Azja Express

    2 tygodnie polskiej zimy by zwiedzić dobrze Sri Lanke? – pewnie, że tak. Zaraz powiem jak. Długi lot, przesiadka w Dosze i lądowanie przed świtem na…

    Dambulla, Ella

  • Bośnia i Hercegowina

    Bośnia i Hercegowina

    Bośnia i Hercegowina dla wielu pozostaje na uboczu, nie brana poważnie pod uwagę podczas wakacyjnych podroży, zwykle mijana w drodze nad chorwackie wybrzeże. Korzystając z delegacji…

    Blagaj, Dolina Neretwy

  • Kambodża

    Kambodża - świątynie Angkor Wat to dopiero początek przygody

    Kambodża – „młodsza siostra Tajlandii” – kusi uśmiechniętymi mieszkańcami, świetnymi hotelami, dobrymi cenami, smacznym jedzeniem i autentyczną atmosferą. Kambodża zachwyca różnorodnością: od mistycznych świątyń Angkoru i…

    Angkor Wat, Jezioro Tonle Sap

  • Francja

    Bastia i Korsyka - podróż po północy wyspy

    Można zaryzykować stwierdzenie, że Korsyka jest francuska tylko z nazwy. Ta śródziemnomorska wyspa podkreśla swoją historyczną i emocjonalną odrębność od Francji. Historia pozwoliła jej cieszyć się…

    Barcaggio, Bastia