Nowa Zelandia

NOWA ZELANDIA – MAORYSI

dnia
16 listopada 2017
Nowa Zelandia i Maorysi – ten motyw będzie się pojawiał na wielu etapach naszej podróży po obu wyspach. Maorysi są swoistą zagadką. Nie można ich traktować jako pierwotnych mieszkańców tych ziem, tak jak Indian w Ameryce Północnej ani Aborygenów w Australii.

Byli kolonizatorami i przybyli prawdopodobnie z wysp wschodniej części Oceanu Spokojnego mniej więcej wtedy gdy Polska przyjmowała chrzest. W ciągu wieków nie zostali zepchnięci na margines, nie stali się outsiderami dominującego nurtu jak wspomniani Aborygeni. Są częścią społeczeństwa i to częścią bardzo szanowaną. Będąc w Nowej Zelandii często spotykamy napisy dwujęzyczne, wiele ceremonii zaczyna się lub kończy maoryskim śpiewem bądź modlitwą.

Pierwszy kontakt z maoryską kulturą mamy już na lotnisku w Auckland. W terminalu wita nas ogromna, rzeźbiona w drewnie, brama. Każdy musi przez nią przejść. Mityczne zwierzęta i ludzie z oczami zaznaczonymi kolorowymi kamieniami i słup z wielkim ptakiem o rozpostartych skrzydłach wskazują każdemu do kogo należały te ziemie.

 

Lotnisko Auckland

 

Maoryski taniec haka mieliśmy okazję zobaczyć w wiosce-skansenie Whakarewarewa, niedaleko miasta Rotorua. Podczas maoryskiego pokazu tańca i śpiewu czekaliśmy na moment, kiedy zobaczymy hakę i wrażenie było naprawdę spore.

Haka była wykonywana przez wojowników przed bitwą, miała ona ukazać ich siłę, wolę zwycięstwa i w ten sposób przestraszyć lub odstraszyć przeciwnika. Obecnie często można ją zobaczyć przed rywalizacją nowozelandzkich drużyn sportowych (np. rugby). Stała się elementem tożsamości wszystkich Nowozelandczyków niezależnie od etnicznych korzeni. Hakę wykonuje się na lekko ugiętych i rozstawionych nogach.

 

Taniec maoryski

Linia melodyczna jest bardzo uboga, grupa wykrzykuje proste teksty rytmicznie uderzając „ręka w rękę”, „ręka w udo” lub „ręka w tors”. Charakterystyczne jest wytrzeszczanie oczu, prezentowanie języka, nadymanie policzków, dmuchanie, syczenie przez zęby. Wrażenie potęguje sugestywny tatuaż twarzy. Lider przechodzi między tancerzami wydając im komendy, które spowodują  przyklękanie na jedno kolano, uderzanie stopami i dłońmi o ziemię, energiczne potrząsanie dłońmi.

 

Maorysi

 

Przed budynkami urzędów stoją rzeźby lub pomniki wykonane w maoryskim stylu a dzieci w szkołach uczą się maoryskiego języka, kultury, w tym tańca i śpiewu. Spotykając dzieciaków podczas naszej podróży często byliśmy pozdrawiani po maorysku.

 

Rzeźba maoryska

 

Dwa maoryskie doświadczenia mieliśmy związane z kościołami. Na mały, katolicki kościółek natknęliśmy się na wzgórzu nad brzegiem rzeki Whanganui. Europejska architektura zewnętrza budynku skrywała wnętrze pełne maoryskich elementów.

 

Ołtarz maoryski

 

Piękny, rzeźbiony ołtarz i obraz Matki Boskiej Maoryskiej. Tak go nazwałem choć być może nazywa się zupełnie inaczej.

 

Matka Boska Maoryska

Drugie doświadczenie było w tzw. Tekturowej Katedrze w Christchurch. Potężne trzęsienie ziemi w 2011 roku zmieniło oblicze tego miasta na zawsze. Prócz śmierci 185 osób zniszczeniu uległo wiele budynków w mieście. Wśród nich była katedra zlokalizowana w centralnym punkcie miasta. Oglądając ją dzisiaj, odgrodzoną płotem od okalającego placu i ulic nie widać ogromu zniszczeń. Neogotycki budynek wydaje się być w niezłym stanie i po remoncie mógłby dalej służyć wiernym i turystom. Niestety, problem leży pod ziemią. Na skutek kataklizmu zmieniła się struktura gruntu na którym stoi wielka budowla. Pojawiły się też cieki wodne i zmniejszyła się dramatycznie stabilność całej konstrukcji. To wszystko praktycznie uniemożliwia przywrócenie katedry do jej pierwotnej funkcji. Władze miasta i mieszkańcy, chcąc stworzyć alternatywę dla zniszczonego miejsca kultu zwrócili się o pomoc do japońskiego architekta Shigeru Ban. Po nieco ponad 2 latach nowa, tymczasowa katedra stała już na przedmieściach miasta.

Cardboard Cathedral

Dziś jest wielką atrakcją. Każdy chce zobaczyć jej „tekturowe” wnętrze, gdzie w oczy szczególnie się rzucają potężne rury ze wzmocnionego papieru, które podtrzymują dach.

Przyjechaliśmy tam wieczorem by podziwiać przepięknie podświetlone witraże we frontowej części.

Niestety, nie pozwolono nam wejść do środka gdyż trwał właśnie koncert. Nieco zawiedzeni zaczęliśmy obchodzić budynek wokół. Nagle otwierają się jedne z bocznych drzwi i obca kobieta gestem zachęca nas do wejścia. Ściszonym głosem i uśmiechem na twarze potwierdza, że będziemy mile widzianymi gośćmi. Dzięki jej uprzejmości możemy podziwiamy wnętrze słuchając jednocześnie występu niemieckiego „Trio A Due”.

Ccardboard Cathedral

 

Gdy koncert się zbliża ku końcowi nasza dobrodziejka nieoczekiwanie dla nas wstaje i zbliża się ku scenie. Wszyscy wstają i w skupieniu słuchają zaintonowaną przez nią maoryską pieśń, która wieńczy spotkanie. Tak, w nieoczekiwany sposób, doświadczamy dobitnie siły maoryskiego dziedzictwa i szacunku jakim ta spuścizna kulturowa się cieszy w Nowej Zelandii.

Polecam też historię o podróży północ – południe przez Wyspę Północną oraz kilka moich rad jeśli wybierasz się do Nowej Zelandii.

 

TAGS
Krzysztof Kowalski
Warszawa, Polska

Kocham podróżować. Odwiedziłem jakieś 100 ciekawych regionów w ponad 60 krajach, na 6 kontynentach. Jeżeli też kochasz podróże, nie lubisz niepotrzebnie wydawać pieniędzy ale mieć możliwość umyć się chociaż raz dziennie, zawsze mieć dobre value for money i chcieć zobaczyć więcej i poczuć intensywniej to ten blog jest właśnie dla Ciebie! Kontakt: kowalski@justKowalski.pl