Kiedy stanąłem przed testową Toyotą Prius przypomniał mi się pewien kawał. Żona wraca po zakupach i załatwieniu sprawunków do domu i zwraca się do męża: „Powiedz mi, dlaczego Ty opowiadasz w okolicy, że ożeniłeś się ze mną dla pieniędzy? Przecież ja byłam biedna jak mysz kościelna”. Mąż zmierzył żonę wzrokiem, i bez entuzjazmu odparł: „A co mam mówić?”

Trochę tak jest i z Toyotą Prius. Na pewno nie kupimy jej ze względu na urodę. Zalet musimy szukać gdzieś indziej. Znajdziemy je pod maską. Bycie pierwszym na świecie, produkowanym od 1997 roku, samochodem z napędem hybrydowym zobowiązuje. Faktycznie, upór z jakim Toyota promowała pojawiające się wersje Priusa wymaga okazania szacunku i z pewnością przyczynił się do popularyzowania tej formy napędu. Obecna, IV generacja Priusa, chwali się ulepszonym układem hybrydowym i tym , że będzie oferować więcej korzyści niż jej poprzedniczki.

Jak wygląda napęd hybrydowy u Toyoty. Składa się on z trzech połączonych ze sobą urządzeń: silnika benzynowego, silnika elektrycznego i akumulatora. Kluczem współpracy jest zoptymalizowany przepływ energii między tymi trzema podzespołami. Silnik elektryczny odzyskuje energię z hamowania, natomiast podczas jazdy ze stałą prędkością przekazuje jej nadwyżki do akumulatora, by powtórnie ją wykorzystać, np. podczas powolnej jazdy w gęstym ruchu. Niektóre wersje Toyoty Prius mają możliwość ładowania akumulatora ze źródła zewnętrznego i wtedy mogą się dodawać do nazwy określenie „plug-in”. Możliwość ładowania akumulatora z zewnątrz przesuwa te wersje Priusa do kategorii aut elektrycznych, co w wielu krajach może oznaczać przywileje.

Moja kilkudniowa przygoda z Priusem wyposażonym w silnik benzynowy 1,8 i bezstopniową skrzynię biegów pozostawiła mieszane uczucia. Z jednej strony miałem do czynienia z legendą, ikoną motoryzacji, która na zawsze pozostanie wymieniana jako auto, które przetarło pewien szlak. Z drugiej strony uwadze nie mógł umknąć jej amerykańsko – japoński wygląd a odczuwało się także specyficzny dla tych obszarów tuning zawieszenia – auto jak na gusta europejskie za bardzo się kołysze a hamowanie jest gąbczaste. Komunikaty, które widzi kierowca są zbyt często opisowe i nie wykorzystują ikonografiki – znowu rzecz charakterystyczna dla kultury komunikacji w Japonii i USA. Z kolejnej, znowóż, strony wypada pochylić czoła przed niezwykle płynnym przełączaniem między napędami. Tylko bardzo sprawny kierowca i z uwagą wsłuchujący się w swoje auto jest w stanie zidentyfikować mikroreakcje samochodu, gdy przechodzi on z trybu paliwowego na elektryczny i odwrotnie.

Dzięki wykorzystaniu napędu elektrycznego Prius jest autem oszczędnym ale niewielu uda się osiągnąć podawane przez producenta zużycie paliwa na poziomie 4 litrów, niezależnie z którego z trzech trybów jazdy będzie się korzystało. Przy jeździe o kropelce najbardziej przydatny będzie tryb elektryczny ale w moim przypadku wyłączał się on gdy przekraczałem 60 km/h oraz wtedy gdy chciałem nieco dynamiczniej przyspieszyć. Prius to przestronne auto rodzinne (lub taxi….) – duży bagażnik, dużo miejsca z przodu i z tyłu. Ciekawym rozwiązaniem na które zwróciłem uwagę, był dedykowany przycisk pozwalający na ustalanie priorytetu dla systemu wentylacji; centrum systemu może być kierowca ale też strumień powietrza może być bardziej równomiernie kierowany na całe auto.

Toyota Prius to, z pewnością, ikona napędu hybrydowego. Przestronne wnętrze i komfortowo resorowane wnętrze sprawdzi się w dalszych podróżach lub wtedy gdy auto będzie narzędziem zarobkowym jako taksówka. Auto bardzo sprawnie zmienia tryby jazdy, przełączając się z jazdy na benzynę na jazdę na prąd i odwrotnie. Plusem jest także przypisany Piusowi wizerunek auta niezawodnego, mocno podkreślany w komunikacji Toyoty.




